Fundusz inwestycyjny

...z perspektywy zarządzającego

Główny trzon mojej zawodowej działalności od lat skupiony był w ramach hongkońskiego prywatnego funduszu inwestycyjnego, który działał w formule tzw. family office. Niestety do tej pory bariera wejścia była na tyle wysoka, że mało kto mógł pozwolić sobie, aby do niego dołączyć.

Na szczęście od 2022 roku, korzystając z uprzejmości pewnego małego europejskiego księstwa, w ramach jego jurysdykcji uruchomiłem zupełnie nowy pełnoprawny fundusz hedgingowy skierowany do klientów indywidualnych, którzy nie posiadają (jeszcze) grubych milionów na swoim koncie.

Dlaczego tak?

W świecie inwestycji próbowałem już chyba wszystkiego.

Za granicą prowadziłem indywidualne usługi asset management, w Polsce współpracowałem z licencjonowanym domem maklerskim, globalnie doradzałem butikowym family-office prowadzącym sprawy majątkowe garstki tzw. HNWI, czyli High Net Worth Individuals.

Wszystkie te przedsięwzięcia miały jedną cechę wspólną. Każde z nich bazowało na wysokich stałych opłatach pobieranych co miesiąc od klientów, bez względu na wyniki portfela. Success fee było oczywiście częścią składową wynagrodzenia zarządzającego, ale mimo tego, w skali roku aż 3-4% opłat przybierało formę stałą. Wydało mi się to trochę zbyt dużo w stosunku do realnych kosztów prowadzenia funduszu.

Zacząłem więc szukać podmiotów, w ramach których mógłbym prowadzić portfele bazując wyłącznie na success fee lub ewentualnie przy minimalnej opłacie za zarządzanie. To było pouczające doświadczenie. Ja pukałem do drzwi funduszy zamkniętych i do drzwi domów maklerskich, a ich prezesi pukali się w głowę.

W tej branży interes klienta wydaje się mieć dla zarządzających drugorzędne znaczenie. Mało kto ma tu motywację do tego, aby dawać z siebie wszystko, bo mało kto jest za to uczciwie wynagradzany. W sytuacji, gdy bez względu na wynik, do funduszu spływa 3-4% opłat w ciągu roku, to priorytetem staje się pozyskanie jak największego kapitału i ściąganie cały czas nowych klientów, a nie zarabianie pieniędzy dla tych obecnych.

Dlatego największe wysiłki idą w kierunku marketingu, brania udziału w konkursach, obecności w rankingach, udziału w galach, konwentach, rautach i na zakrapianych kolacjach z potencjalnymi nowymi klientami. Zarządzanie obecnym portfelem schodzi na drugi plan. Wyniki są drugorzędne. Liczy się cash-flow i pozyskanie nowego kapitału.

Tak wygląda ten świat. Tylko, że ten świat, to nie jest mój świat.

Dlatego stanąłem na głowie, aby stworzyć klasyczny fundusz hedgingowy, który opłaty stałe ogranicza do absolutnego minimum potrzebnego na jego funkcjonowanie, a moje wynagrodzenie składa się wyłącznie z success fee uzależnionego od wyniku netto. Jeśli moi inwestorzy nie zarabiają, to ja także nie zarabiam. W ten sposób wszyscy jedziemy na tym samym wózku, a ja mam motywację do tego, aby cały czas rozwijać obecny portfel.

Czym mój fundusz nie jest?

Na pewno nie jest miejscem do spekulacji dla osób z nierealnymi oczekiwaniami.

Nawet nie rozmawiam z inwestorami, którzy oczekują zwrotów po kilkadziesiąt procent rocznie i pytają, dlaczego nie mam w portfelu Bitcoina, dlaczego nie gram na foreksie i dlaczego nie postawiłem wszystkiego na akcje CD Projekt.

Fundusze inwestycyjne nazywane są inwestycyjnymi nie bez powodu. Moja filozofia zakłada wyszukiwanie najlepszych spółek na świecie, z najlepszymi zarządami na świecie, z najlepszymi produktami na świecie i z najlepszym balance sheetem na świecie. Ja daję tym spółkom pieniądze funduszu, a one wykorzystują je do tego, aby po jakimś czasie wypuścić na rynek jeszcze lepszy produkt i po kilku kwartałach pokazać jeszcze lepsze sprawozdanie finansowe. Na tym polegają inwestycje w pierwotnym tego słowa znaczeniu i to jest podejście, którego się trzymam.

Po pierwsze: zasady fair play

  • Minimalne opłaty

  • High Water Mark

  • Krótki lock-up

  • Pełna płynność

Po drugie: wygoda inwestora

  • Niski próg wejścia do funduszu

  • Silna waluta rozliczeniowa

  • System pełnomocnictw

  • Kwartalna wycena i raport online

Po trzecie: algorytmy

Wierzę, że świat inwestycji wkroczył właśnie w erę, z której nie ma już powrotu. Rozwój sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego, algorytmów rozpoznających wzorce i wykrywających zależności jest obecnie na tyle zaawansowany, że nie wykorzystanie ich przewagi na giełdzie oznacza początek końca każdego funduszu.

Dlatego za cel postawiłem sobie połączenie sił ludzkich zarządzających z możliwościami, które dzisiaj oferuje sztuczna inteligencja i wszechpotężne algorytmy, a wszystko po to, aby osiągnąć efekt synergii pomagający pokonać rynek.

W naszym flagowym funduszu wykorzystujemy więc doświadczenie ludzi, ale ludzi wyposażonych w unikalne autorskie algorytmy. A wszystko po to, żeby zyskać przewagę nad inwestowaniem pasywnym oraz nad większością czysto automatycznych strategii. Wyniki inwestycyjne wypracowane już w pierwszych kwartałach działalności są najlepszym dowodem, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Więcej informacji o autorskim systemie, z którego korzystamy do analizy spółek i zarządzania portfelem, można znaleźć pod linkiem: SCRAB.

Dla kogo jest mój fundusz?

Zależy mi przede wszystkim na inwestorach, którzy rozumieją, że to nie wysokość jednostkowego zysku w trakcie danego roku jest elementem najważniejszym, ale że to podtrzymywalność tego zysku w długim okresie odgrywa kluczową rolę.

Procent składany jest tym, do czego zmierzam i co chcę maksymalnie wykorzystać w szerszej perspektywie wieloletniego horyzontu czasowego. Szybkie zyski dobrze wyglądają w Wilku z Wall Street, ale w prawdziwym świecie taka przygoda prędzej czy później kończy się bankructwem.

Dlatego stawiam na spokojny i zrównoważony rozwój, który zapewni inwestorom najwyższy poziom komfortu i stabilne pomnażanie kapitału oraz spokojny sen każdej nocy. Tak właśnie widzę swoją rolę i najlepiej czuję się współpracując z inwestorami podzielającymi to samo wyważone podejście.

Nie da się jednak ukryć, że ryzyko dwucyfrowych wahań kapitału jest realne, dlatego wcześniej rozmawiam z każdym inwestorem na ten temat i staram się zbadać, czy inwestycja u nas będzie odpowiednia dla tej konkretnej osoby, jej horyzontu, celów, oczekiwań oraz tolerancji na ryzyko.

Wbrew pozorom to bardzo ważne, ponieważ nie wszyscy zdają sobie sprawę, że każda inwestycja, zwłaszcza w akcje, wiąże się z jakimś poziomem ryzyka i możliwością utraty kapitału.

Podjęcie ryzyka, aby wypracować zysk, samo w sobie nie musi być czymś złym, pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji i podejmujemy to ryzyko świadomie.

Masz pytania?

Zadaj je w formularzu poniżej. Twoje dane zostaną wykorzystane wyłącznie w celu przygotowania odpowiedzi.